raw fo sraeg
Październik 13, 2008

“Things Have Changed.”
Słuchajcie dzieci, opowiem wam bajeczkę. Więc – na planecie Sera – takim odpowiedniku ziemi, trwa wielka (bo już 14-letnia), wyniszczająca wojna między ludźmi a wrogą rasą kosmitów. Jednak to nie tacy zwykli, zieloni ufoludkowie jakich znamy np. z filmu “Marsjanie atakują” lecz wielkie, krwiożercze bydlaki – Locust’y. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, w końcu to shooter, więc nie należy oczekiwać cudów. Marcus Fenix, właśnie wyciera śluz którym przed chwilą został opluty przez kraty nad jego głową gdy nagle drzwi od jego celi otwierają się z hukiem. Od razu poznaje masywną sylwetkę swojego kumpla Dominica. No dobra, to nie będzie taka zwykła bajeczka na dobranoc.
Rated M for Mature.
Nic nie sprawia takiej przyjemności jak zajście od tyłu naparzającego do naszych ziomków Locusta i wyprucie mu flaków bagnetem łańcuchowym. Tak, zgadliście to gra tylko dla dorosłych. Krew leje się strumieniami (o dziwo obcy też mają czerwoną juchę), a jeśli się postaramy to możemy celnym headshotem sprawić, że komuś braknie pewnej ważnej części ciała ale od wrogów oczekujcie dokładnie tego samego, jeśli wejdziemy linię ognia cięższych broni z Marcusa nie zostaje praktycznie nic, o czym kilka razy sam się boleśnie przekonałem, więc jak sami widzicie jest dosyć brutalnie. Czyli tak jak lubimy najbardziej :)
“You Gears all suck”
Epic użyli znanego już z RE4 sposobu przedstawiania akcji – podczas eksploracji widzimy normalnie postać ale gdy zaczyna się walka, używamy widoku z nad barku i nie ma w tym nic złego bo to bardzo dobre rozwiązanie, ale w pewnym momencie wydawało mi się że developerzy podpatrzyli z Residenta pewien level a dokładniej chodzi mi o jazdę wagonikami i akcję w kopalniach – przynajmniej mi od razu do głowy przychodziła 4 części hitu Capcomu.
Trzon rozgrywki wygląda tak, że: uważnie rozglądamy się po pustym, złowieszczo wyglądającym placu, nie ma nikogo, przechodzimy powolutku i nagle zaczyna się piekło, zewsząd wybiegają chmary Locustów. My urządzamy sobie szaleńczy bieg do najbliższej osłony i chowamy się i w tym momencie zaczyna się zabawa w wychylanie zza osłony – strzelając krótkimi seriami, staramy się odstrzelić mutantom łby, czasem sytuacja wymaga ewakuowania się do następnej osłony i tak w kółko w różnych sceneriach i z różnymi konfiguracjami przeciwników. Na sucho nie wygląda to zbyt ciekawo co? Nic bardziej mylnego. Strzelaniny są bardzo intensywne (choć nie aż tak jak w CoD4) i sycące, możemy strzelać na ślepo wystawiając tylko broń, co wygląda bardzo fajnie. Zresztą cała gra od broni przez naszych bohaterów, przez wrogów a na pojazdach kończąc ma mistrzowski design i klimat. Niby futurystyczny ale bardziej w stylu Killzone niż Quake’a. Nie ma kolorowych broni itp. Itd. Mi taki klimat jak najbardziej odpowiada i nie sądzę żeby pod tym względem gra się komuś nie spodobała.
“Darkest Before Dawn”
Grafika to cudo, przy ustawieniu wszystkiego na full i w wyższej rozdziałce gra wygląda przepięknie dodajmy do tego klimat ciężkiej, brudnej wojny i macie piorunujący efekt ale czy mogło być inaczej jeśli to gra EPIC? Twórcy Unreal Engine 3 wykonali kawał solidnej roboty i napisali silnik na którym zarabiają niesamowitą kasę. Generuję on niesamowicie szczegółową grafę dopakowaną toną nowoczesnych efektów, których nazwy nam zwykłym śmiertelnikom niewiele mówią. Musicie zobaczyć burzę w jednym z leveli, lejący deszcz czy ostatni poziom w grze, po prostu piękne. Szkoda tylko, że możemy obrócić w pył raptem kilka przedmiotów – ot jakieś szafki czy kanapy, miło było by wywalać dziury w ścianach i podłożu tym potężnym arsenałem. Dźwięk to też pierwsza klasa, odgłosy broni, porykiwanie wrogów, wybuchy – wszystko jest na swoim miejscu a pompatyczna muzyka dodaje dramatyzmu starciom.
“Tick Tick Boom”
Mamy kilka ciekawych broni, a pewną nowością jest active reload, który polega na tym, że podczas przeładowywania broni w odpowiednim momencie naciskamy przycisk 2 raz i dostajemy bardziej zabójczą amunicję. Bardzo fajna sprawa, nie pozwalająca ani na chwilę odetchnąć, bo cały czas trzeba czuwać – poziom adrenaliny drastycznie wzrasta gdy biegnie na nas wielki, ohydny bydlak z bagnetem łańcuchowym a my szarpiemy się z karabinem, który zaciął się po niewłaściwym przeładowywaniu. Jeszcze o broni – choć zbyt dużego wyboru nie ma to jest kilka ciekawych sztuk – jak np. łuk z wybuchowymi strzałami, dzięki któremu możemy się zabawić w Rambo, lub Hammer of Dawn – oznaczamy nim dany cel, na który po chwili spada prawdziwa ciężka artyleria.
Multiplayer to dzisiaj bardzo ważny tryb więc oczywiście jest i tutaj. Lecz tu, oprócz standardowego multi jest też kooperacja, nie ma to jak przejść grę z kumplem przy okazji komunikując się głosowo. Daje to o wiele większą frajdę niż samotne przebijanie się przez grę ale to chyba nic dziwnego, w końcu we dwoje zawsze raźniej. W koopie jeden gracz kieruje Marcus’em a drugi Dom’em.
“Evolution”
Podsumowując – Gearsy to jedna z najlepszych gier w jakie grałem. Przemyślana od początku do końca, bardzo dobrze skonwertowana, nie podczas grania nie przydarzył mi się ani jeden bug, chociaż czasem denerwowało mnie gubienie się ziomków sterowanych przez AI. To gra z piękną grafikę i muzyką z miażdżącym klimatem – diament praktycznie bez skazy, bez nudnych momentów – 100% gameplay’u w grze. Nie zapominajmy także o dodatkowym epizodzie (walka z Brumakiem) który dostaliśmy w prezencie a którego na konsolach nie ma. Polecam każdemu fanowi strzelanek i nie tylko, dzięki poziomowi casual gra może przyciągnąć do siebie nowych adeptów fragologii. Oby jak najwięcej takich gier.
9.7/10






Październik 20, 2008 o 9:43 pm
No, trzeba przełamać ten brak komentarzy :D
Fajnie, fajnie. Jednak sam miałem okazję przejść pierwszy akt Gearsów i muszę przyznać, że średnio mnie to wciągnęło.
Październik 20, 2008 o 10:33 pm
Heh wiesz, dla każdego coś miłego, znam wiele osób którym bardzo znane i głośne gry w ogóle nie podeszły :)
Grudzień 11, 2008 o 12:56 pm
Niektórzy marudzą, że single ma słabe replayability, a mi się ta gra chyba nigdy nie znudzi. Na kompie czy na konsoli – nieistotne, bo po prostu rządzi.